Wyrazistość

…bardzo dobrze jest wtedy, kiedy każdy z nas potrafi też wydobyć i pokazać światu coś, co jest charakterystyczne tylko dla niego

Ada Kwiatkowska: Niestandardowa fryzura, różnokolorowe sznurówki, własnoręcznie szyte ubrania… Warto się tak wyróżniać?

Maria Popkiewicz-Ciesielska: Warto być wyrazistym. Generalnie większość z nas spełnia pewne wymagania społeczne. Nie kradniemy, nie bijemy, jesteśmy raczej konsekwentni, ambitni i trzymamy się na poziomie takiej średniej pozytywnej. To dobrze. Ale bardzo dobrze jest wtedy, kiedy każdy z nas potrafi też wydobyć i pokazać światu coś, co jest charakterystyczne tylko dla niego. Może ktoś jest ogromnie pogodny, a ktoś inny emanuje wyjątkowym ciepłem. Te szczególne cechy warto w sobie pielęgnować. Samo ubieranie się w określony sposób nie wystarcza. Ubiór powinien nas wyrażać, ale nie może być naszą jedyną wizytówką.

Dlaczego warto pielęgnować własne zalety?

Po pierwsze dlatego, że dają poczucie podmiotowości. Nie jest się już jakimś pyłkiem podobnym do stu tysięcy pyłków, ale kimś osobnym. Warto o to zawalczyć, nawet narażając się na krytykę. Bo to nadaje życiu smak. Jak opowiadam rodzinie o kilkugodzinnej podróży pociągiem, to kogo wspominam spośród współtowarzyszy podróży? Kogoś, kto miał w sobie coś wyjątkowego. Może był bardzo dowcipny? A może tak miły i empatyczny, że zwierzyłam mu się z poważnych życiowych smutków? I kiedy sama staję się taką wyrazistą osobą, daję ludziom szansę na przeżycie czegoś niezwykłego w moim towarzystwie. Rośnie moje poczucie wartości.

A otoczenie nie zaczyna się mnie trochę bać?

Wręcz przeciwnie. Zazwyczaj ludzie chcą być koło kogoś, kto ma wyraźny charakter. Oczywiście, jeśli eksponowane cechy są pozytywne. Wtedy łatwo jest mieć wielu znajomych, a wśród nich znaleźć naprawdę dobrych przyjaciół. Na dodatek ciekawi, wyraziści ludzie przyciągają podobnych do siebie. I można się uzupełniać. Czerpać od siebie wzajemnie. Ktoś np. potrzebuje mojego ciepła, a ja potrzebuję czyjejś operatywności.

Rozumiem, że jeśli moją mocną cechą jest pogoda ducha, to powinnam z niej uczynić swój znak rozpoznawczy. Ale czy to nie grozi zatrzymaniem się na sobie? Koncentruję się na budowaniu własnej marki tak bardzo, że pozostaje już tylko ładne opakowanie. Brakuje treści. Inna sprawa, że nawet mnie ludzie zbyt pogodni czasem męczą.

Najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Nie rozwijam się dla samego rozwoju. Moje zalety mają służyć mi i światu. Kiedy tak przestaje się dziać, rzeczywiście zalety zamieniają się w wady. Pracowity ojciec staje się pracoholikiem i w ogóle go nie ma w domu. Mąż bezgranicznie ufający żonie i niemartwiący się, gdzie ona spędza noc, staje się w końcu mężem obojętnym. Opiekuńcza matka może okazać się nadopiekuńcza i tak odebrać dzieciom szansę na dorastanie i kreatywność.

Jak do tego nie dopuścić? Kiedy powinna się nam zapalić czerwona lampka?

O problemie możemy mówić wtedy, gdy potencjalnie dobre cechy stają się przyczyną frustracji – naszej albo otoczenia. Jeśli ktoś całe życie był bardzo pracowity, nie dbał o wypoczynek, ale za to zbudował dzieciom dom, basen i założył ogród… to w pewnym momencie jest zmęczony. Zaczyna myśleć „A ja?” – i krzyczeć na rodzinę, żeby w końcu zaczęła coś robić. A przecież to nie jest wina rodziny, że ktoś doprowadził się do takiego stanu. Tak się zdarza, gdy przede wszystkim sami jesteśmy zachwyceni własnymi zaletami. Udajemy, że różne rzeczy robimy tylko dla innych, ale w rzeczywistości jesteśmy poważnym ich adresatem. Załatwiamy coś przede wszystkim sobie. […] Nie o to chodzi w pracy nad sobą i rozwijaniu pozytywnych cech. Nasze dobre cechy powinny służyć dobrym relacjom, a nie je zaburzać.

Nie żyjemy i nie rozwijamy zalet tylko dla siebie… Ta reguła pomaga chyba także w pracy nad wadami? Jak z nimi walczyć?

Na początku naprawdę zapragnąć zmiany. I nie próbować poprawiać od razu wszystkiego. Najlepiej zająć się tą wadą, która nam i ludziom wokół najbardziej przeszkadza.

[…]

To jak już odważę się odkryć swoją największą wadę, co mam robić dalej?

Naprawdę ją znielubić. Może mi w tym pomóc dostrzeżenie, że ta wada jest jakoś wpisana w historię mojej rodziny. Miała ją mama i babcia i wszyscy bliscy jakoś w związku z tym cierpieli. Wtedy trzeba to przerwać – rewolucyjnie, radośnie i optymistycznie. I od tego momentu nie wracać do tej wady myślami, ale wizualizować jej przeciwieństwo. Jeśli ktoś był opryskliwy, pyskaty, histeryczny w dialogach, to powinien zacząć widzieć siebie jako kogoś łagodnego, spokojnego i opanowanego. Wzmacniać właśnie te cechy. Wtedy ma szansę na prawdziwy samorozwój.

I własny charakter.

———————————-

Powyższy fragment pochodzi z niezwykłej książki „Kawa z psychologiem” Marii Popkiewicz-Ciesielskiej. To prawdziwa skarbnica wiedzy i inspiracji do głębszego poznawania siebie i świata.

📚 Zamów „Kawę z psychologiem” i rozpocznij swoją podróż do samopoznania!

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie zostanie upubliczniony. Wymagane pola są oznaczone *

Telefon:533238821
50-140 Wrocław
pl. bp. Nankiera 17a